Tron: Recenzja Aresa – pięknie zaprojektowany, ale nieco pusty hit kinowy
kino

Tron: Recenzja Aresa – pięknie zaprojektowany, ale nieco pusty hit kinowy

Ocena w postaci gwiazdek 3 na 5.

– Jesteśmy w stu procentach zbędni. Tak mówi Ares grany przez Jareda Leto, żołnierz AI klasy wojskowej, będący sercem trzeciego filmu z serii Tron Disneya. Bez wątpienia Leto i cała społeczność aktorska prawdopodobnie odczuli to w tym tygodniu po ujawnieniu aktorki AI Tilly Norwood, która wprawiła Hollywood w szał. Mimo to rozwój ten stanowi nieoczekiwany, choć dziwny, impuls do rozgłosu Tron: Ares , pięknie zaprojektowany, choć nieco pusty, hit kinowy.

Dzięki swoim przełomowym efektom wizualnym pierwszy Tron (1982) wciągnął programistę Jeffa Bridgesa, Kevina Flynna, do „siatki” komputerów mainframe firmy, dla której kiedyś pracował, świata, w którym programy komputerowe pojawiają się jako żywe istoty ludzkie. Seria powróciła do sieci dzięki wydanemu w 2010 roku Tron: Dziedzictwo, rozczarowującej kontynuacji wyróżnionej grzmiącą ścieżką dźwiękową Daft Punk. Piętnaście lat później Tron powraca – z niespodzianką. Tym razem do naszego świata wkraczają programy komputerowe.

Evan Peters gra Juliana Dillingera, wnuka postaci granej przez Davida Warnera z oryginału. Pijany władzą niedawno przejął firmę Dillinger od swojej matki Elizabeth (Gillian Anderson w niewdzięcznej roli), chcąc stworzyć najlepsze oprogramowanie zabezpieczające. Ares wraz z kilkoma innymi kohortami żyje wewnątrz „siatki”, ale może zmaterializować się w naszym świecie.



Wojskowa sztuczna inteligencja to przyszłość, Dillinger uśmiecha się do inwestorów, którzy nie są świadomi jednej fatalnej wady jego planu. Po 29 minutach te istoty AI wyparowują.

Dillinger szuka tak zwanego „kodu trwałości”, aby to wszystko zmienić, ale nie jest sam. W ENCOM – firmie, dla której kiedyś pracował Flynn, a którą bez skrupułów kierował dziadek Dillingera – konkurencyjna geniusz technologii Eve Kim (Greta Lee) robi to samo. Ten, kto znajdzie go pierwszy, będzie miał na rękach nie lada przełom.

Peters, który w serialu Netflixa słynął z roli prawdziwego seryjnego mordercy Jeffreya Dahmera, jest oczywiście niezrównoważonym złoczyńcą, zainteresowanym wyłącznie zyskiem.

Za reżyserię filmu odpowiada Joachim Rønning, norweski reżyser, który po filmach Piraci z Karaibów: Dead Men Tell No Tales z 2017 roku i Maleficent: Mistress of Evil z 2019 roku stał się specjalistą od sequeli. Kompetentnie radzi sobie z akcją, zwłaszcza z ekscytującym pościgiem po mieście, podczas którego Ares i jego koleżanka z programu Athena (Jodie Turner-Smith) ścigają Eve na Light Cycles, cyfrowych motocyklach, które wcześniej można było oglądać jedynie w sieci.

Obserwowanie, jak Cykle wleczą za sobą śmiercionośne promienie światła przez pejzaż miejski, jest fascynującym widokiem, a Rønning wykorzystuje to maksymalnie. To samo dotyczy wspaniałej czarno-czerwonej kolorystyki przewijającej się przez cały film, starannie zastosowanej przez scenografa Darrena Gilforda. Dzięki lśniącemu klimatowi Tron: Ares czasami naprawdę można odnieść wrażenie, że wkraczamy w przyszłość. Jared Leto i znakomita Jodie Turner-Smith dodają do tego swoich nieziemskich, świadomych żołnierzy.

Muzyka powstała dzięki uprzejmości Trenta Reznora i Atticusa Rossa, wszechobecnych kompozytorów, którzy produkują ścieżkę dźwiękową pod szyldem Nine Inch Nails. Bez wątpienia jest coś fajnego w połączeniu NIN i Tron, ale ta oparta na elektronice ścieżka dźwiękowa (która momentami wydaje się być dużym dłużnikiem Kid A z Radiohead) nie ma nic wspólnego z tym, co Daft Punk osiągnął w Tron: Legacy. Mimo to jest klimatyczny, energetyzujący i pasuje do podnoszącej na duchu akcji Rønninga.

Nie zdradzając zbyt wiele, jest miejsce na występ Jeffa Bridgesa, a także sekwencję opartą na nostalgii, którą pokochają fani oryginalnego Trona. Jaka szkoda, że ​​sam scenariusz szwankuje, utrudniany przez fakt, że Hollywood wypuściło ostatnio wiele historii o sztucznej inteligencji.

Z pewnością brakuje w tym bezczelności, powiedzmy, M3GAN. Z wyjątkiem zabawnego riffu o Depeche Mode (według Aresa lepszego od Mozarta) wymaga on bardzo potrzebnego zastrzyku humoru. Według Trona przyszłość jest mniej jasna niż w rzeczywistości.

Tron: Ares is in UK cinemas from Friday 10th October.

Wybór Redakcji

Jak oglądać Star Trek w kolejności – zarówno w kolejności premierowej, jak i chronologicznej
Jak oglądać Star Trek w kolejności – zarówno w kolejności premierowej, jak i chronologicznej
Czytaj Więcej →
Ścieżka dźwiękowa Bob Marley: One Love – wszystkie utwory z filmu biograficznego
Ścieżka dźwiękowa Bob Marley: One Love – wszystkie utwory z filmu biograficznego
Czytaj Więcej →