Kiedy George Lucas wydał swoje wydanie specjalne oryginału Gwiezdne Wojny trylogii z 1997 r., była to szansa nie tylko dla tych, którzy widzieli je po raz pierwszy, na ponowne obejrzenie ich na dużym ekranie, ale umożliwiła całemu nowemu pokoleniu przeżycie tego doświadczenia po raz pierwszy. Podobało mi się to, co zrobił Gwiezdne Wojny: Episode IV - A New Hope , zwłaszcza biorąc pod uwagę, o ile bardziej wciągająca stała się bitwa o Yavin wraz ze zmianami. Cholera, nawet nie przeszkadzało mi to, że Han Solo ( Harrisona Forda ) nie strzelił w nim pierwszy (właściwie to bezczelne kłamstwo. Nie przeszkadza mi to, do cholery). Gwiezdne Wojny: Episode V - The Empire Strikes Back , Gwiezdne Wojny: Episode VI - Return of the Jedi , też w porządku. Z wyjątkiem jednego niewybaczalnego grzechu, za którym nigdy nie będę mógł przejść obojętnie i przysięgam, że nigdy nie zmienię melodii na temat tej zmiany na melodię .
Ten muzyczny moment w oryginalnym filmie „Gwiezdne wojny: część VI – Powrót Jedi” jest idealny
Po scenie otwierającej na pokładzie nowej, ulepszonej Gwiazdy Śmierci, gdzie Darth Vader ( Dawid Prowse / Jamesa Earla Jonesa ) „inspiruje” zespół do wzmożenia wysiłków, informując ich o Imperatorze ( Iana McDiarmida ) będzie mijał, film przenosi się na Tatooine, gdzie R2-D2 ( Kenny’ego Bakera ) i C-3PO ( Antoniego Danielsa ) udają się do pałacu Jabby the Hutt. To część skomplikowanego planu uratowania Solo, planu, o którym wie przynajmniej jeden z droidów i nie jest to Nawłoć. Luke’a Skywalkera ( Marka Hamilla ) zaoferował droidy jako prezent dobrej woli w celu rozpoczęcia negocjacji w sprawie uwolnienia Solo.
10 głównych wad oryginalnej trylogii „Gwiezdne Wojny”, które teraz są bardziej zauważalne
W tym przypadku wady są mocne.
Posty 2 Przez Ryan Heffernan 12 grudnia 2024 r
Jabba niechętnie oddaje swoją zamrożoną w karbonicie nagrodę i odmawia, ale zatrzyma droidy i impreza toczy się dalej. Wesprzyj zespół Max Rebo , z Sy Snootlesem ( Annie Arbogast ) na wokalu. Uruchamiają się „Lapti Nek” funkowa melodia, śpiewana po hutańsku, z niesamowitym brzmieniem syntezatora samego Rebo. Występują, ale nie przyćmiewa to sceny, która się dzieje, jest raczej tłem dla Ooli ( Femi Taylor ) zbliżająca się zagłada w szczękach urazy, po odrzuceniu szelmowskich zalotów Jabby.
„Skały Jedi” to obrzydliwość w wydaniu specjalnym „Gwiezdne wojny: część VI – Powrót Jedi”
Następnie mamy edycję specjalną. Wszystko jest prawie takie samo – Gwiazda Śmierci, Vader, Artoo i C-3PO stają się własnością Jabby, tak, tak, tak – a potem pojawia się zespół Max Rebo z… „Jedi Rocks”. Sama nazwa jest pozbawiona jakiegokolwiek znaczenia, podobnie jak Beavis i Butthead otrzymali swobodę nadawania nazw piosenkom na ścieżce dźwiękowej. Funkcjonalność „Lapti Nek” zostaje zastąpiona typowym blues rockiem, który nie ma nic z uroku oryginalnej piosenki, czy ośmielę się powiedzieć, obcy klimat, i śpiewającą istotą przypominającą gnoma o imieniu Joh Yowza (najwyraźniej Beavis i Butthead też mogli nazywać stworzenia?), która przelatuje przez cały utwór jak zboczony niedoszły James Brown.
Ale tutaj jest najgorsza część. Tam, gdzie „Lapti Nek” zadowala się odgrywaniem w tle wydarzeń, edycja specjalna zatrzymuje się, aby umożliwić coś w rodzaju teledysku. Przechwytuje chwilę, zamiast pozwolić jej rozegrać się. Co gorsza, w trakcie przedstawienia kruszy się czwarta ściana, co jest całkowicie irytujące. Nie ma takiego momentu we franczyzie i nawet jeśli piosenka bardziej Ci się podoba (a nie powinieneś), nie ma wątpliwości, że nigdy nie powinna mieć pierwszeństwa przed historią. Niestety, nie zobaczymy już oryginalnych wersji trylogii i nie przeszkadza mi to. Ale jeśli zajdzie sprawiedliwość, Lucas spojrzy wstecz na to, czego tutaj dokonał, pokręci głową i przyniesie „Lapti Nek”. A jeśli to czytasz, panie Lucas, „Jedi Rocks” nie jest piosenką, której szukasz .
9.6 /10