„To jest Alaska”, mówi lokalny prawnik Frank Remnick (Jason Clarke) swojemu odpowiednikowi z CIA, gdy rozważają trudności związane z łapaniem 18 skazańców na wolności na zamarzniętych pustkowiach stanu w „The Last Frontier” emitowanym przez Apple TV.
Pewnie, że to onieśmielające, ale to też Alaska, myślę sobie, biorę szampana i połykam Princess Love Boat Dream – deser w kształcie serca z warstwami musu czekoladowo-malinowego i kremu waniliowo-malinowego na spodzie kruchego ciasteczka – na pokładzie Grand Princess, gdzie przeżywam Alaskę w o wiele większym komforcie niż Remnick i jego 18 nieproszonych gości.
- Poproś o broszurę i uzyskaj inspirację na następne wakacje
Podczas gdy odmrożeni przestępcy z „The Last Frontier” meldują się (a w niektórych przypadkach natychmiast wychodzą), gdy ich samolot transportowy z więźniami rozbija się[1]w środku zaśnieżonego lasu, mój odrzutowiec Air Canada szybuje bezpiecznie do Vancouver. Spędzam tam kilka bardzo przyjemnych dni wśród doskonałych targów spożywczych, parków i plaż, po czym wsiadam na pokład Grand Princess i wyruszam na rejs „Podróż po lodowcach”, który będzie płynął uroczo, bez pośpiechu na północ do Anchorage.
Trzy „dni portowe” dały mi poczucie ostatniej granicy (także oficjalny pseudonim stanu Alaska); dwa dni „malowniczego rejsu” zapewniają spektakularne widoki na lodowce i góry lodowe, nawet bez konieczności opuszczania (niezwykle) wygodnej wanny z hydromasażem; a pojedynczy „dzień morza” w planie podróży pozwala mi delektować się spa na statku, barami, a nawet „Filmami pod gwiazdami”, gdzie z radością oglądam Harry'ego Pottera na ogromnym ekranie otwartego górnego pokładu, skulony pod kocem z ciasteczkami.
Góry widziane zza zatoki w Homer na Alasce o zachodzie słońca. Obrazy Getty’ego
Nieco bardziej ryzykowne jest 150 wycieczek dostępnych w Grand Princess (podobne można oczywiście zarezerwować niezależnie). Dostępne są opcje od łagodnych po dzikie, ale każda z nich pozwala zanurzyć się głębiej w krajobraz i styl życia Alaski, niż byłby to w stanie zrobić sam statek.
Każdego dnia w porcie helikoptery zabierają pasażerów na nieziemskie pola lodowe, gdzie wyją husky; wodnosamoloty kreślą fiordy i szmaragdowe zatoki tak wąskie, że można przysiąc, że skrzydła muskają świerk. Łodzie obserwujące wieloryby wypływają z Juneau i wracają pełne opowieści o humbakach i orkach. W Skagway szlaki kolejowe White Pass i Yukon Route wiją się przez góry, a każdy zakręt oferuje inny! widok.
Ja obserwuję, jak niedźwiedzie bez wysiłku obgryzają łososia ze strumienia za Ketchikan; popłyń kajakiem do wyjątkowo cichego krańca lodowca Davidson; i patrzę, jak ogony wielorybów wiszą w powietrzu, jak mój wstrzymany oddech, gdy te wielkie stworzenia zanurzają się zaledwie kilka metrów od mojej łodzi obserwacyjnej w wodach u wybrzeży Juneau.
Same porty są dziwną mieszanką turystycznych sklepów z tatuażami i prawdziwego przygranicznego miasteczka. Sklepy sprzedające nowatorskie bikini z futrem renifera i czapki z daszkiem z logo łosia znajdują się pomiędzy salonami i burdelami z czasów gorączki złota – niektóre zachowały się jako małe muzea, inne nadal służą (tylko salony). Wodnosamoloty odbijają się od wody z pogodną niecierpliwością ważek, jachty dziobem o holowniki, kapitanowie rybacy przeklinają statki wycieczkowe wykonujące zakręty za trzy punkty po obwodzie małych miast. Z każdego miasta szlaki piesze prowadzą mnie wśród szklanych jezior, niezapomnianych widoków i lasów sosnowych pachnących żywicą i chłodną ziemią.
Mimo to najlepsze dni na wycieczce spędza się na dryfowaniu: te dni „malowniczego rejsu” robią wrażenie. Glacier Bay to teatr lodu. Z pokładu obserwuję ciągle zmieniającą się karuzelę lodowych rzeźb wielkości katedr, przemykających niczym duchy wielkości bogów. Cisza jest niezmierzona: żadnych dróg, żadnych rozmów, tylko od czasu do czasu pękający cielący się lód, po którym następuje ryk, gdy płyta wielkości wieżowca zapada się w zatokę. Orły krążą nad głowami, foki wylegują się na kry i nagle zdajesz sobie sprawę, że 2500 pasażerów stoi ramię w ramię w pełnej czci ciszy i wszyscy słyszą tę samą ciszę.
Ujęcie krajobrazu w filmie Apple TV The Last Frontier. Jabłko
Tymczasem College Fjord jest subtelniejszy, ale nie mniej efektowny. Tutejsze lodowce zostały nazwane przez ekspedycję badawczą prowadzoną przez Harvard i Yale, dlatego dziś możesz podziwiać lodowiec Princeton, popijając swój rzemieślniczy gin z tonikiem, lub obserwować lodospad Harvardu, delektując się ręcznie krojonym tatarem z polędwicy wołowej z przysmażoną planchą i smażonym jajkiem przepiórczym. Woda jest spokojna jak łupek, powietrze ostre jak cięte szkło, a lodowce, które wyrzeźbiły ten skalisty krajobraz, układają się w doliny zamarzniętymi wstęgami.
To niemal brutalne piękno i dziwnie jest pomyśleć, jak łatwo – a nawet jak pieszczotliwie – jest dostępne. W końcu to Alaska.
Nowe odcinki The Last Frontier są emitowane w piątki w Apple TV.
Wybór Redakcji
Nowa komedia Owena Wilsona w stylu Teda Lasso powstrzymuje „Twoich przyjaciół i sąsiadów” na światowych listach przebojów
Czytaj Więcej →
David Tennant, Daniel Mays i inni dołączają do obsady Czwartkowego Klubu Murdera
Czytaj Więcej →