Niewiele horrorów ma taki wpływ jak HG Wellsa powieść science-fiction, Wojna światów . Napisane ponad sto lat temu, ta historia wprowadziła ówczesnych czytelników w strach, którego nigdy wcześniej nie zgłębili , a autor przedstawia niepokojący obraz tego, jak by wyglądało, gdyby kosmici przybyli na naszą bezbronną planetę. Przez wiele lat od premiery wywarł wpływ na niezliczone filmy science fiction i doczekał się własnej, mrożącej krew w żyłach adaptacji w postaci Byrona Haskina przełomowy film z 1953 roku. Niestety, nie jest to adaptacja, o której myśli większość ludzi; Stevena Spielberga w słabej wersji z 2005 roku Toma Cruise'a było dla większości niefortunnym wprowadzeniem do tego klasyka. To pozbawiło ich uzasadnionego, mrożącego krew w żyłach podejścia do filmu Haskina, takiego, które rozumiało, co czyni tę niewiarygodną historię kosmitów atakujących Ziemię tak zapadającą w pamięć: jej realizm. Ponieważ przy wszystkich swoich innowacjach skupia się na całkowicie ludzki strach przed odebraniem wszystkiego, co znasz i kochasz. To pełen niuansów i solidny portret czegoś zupełnie niewyobrażalnego, który do dziś jest jedyną adaptacją, która skutecznie oddaje grozę powieści Wellsa.
„Wojna światów” z 1953 r. jest o wiele lepsza niż remake Toma Cruise’a
Toma Cruise'a as Ray stares at his hand with apprehension in War of the Worlds.
Zdjęcie za pośrednictwem Paramount PicturesWiększość wersji Wojna światów zachowaj mrożącą krew w żyłach fabułę, którą H.G. Wells wymyślił pod koniec XIX wieku. Widzi, jak dziwny meteoryt rozbija się na Ziemi, a urzędnicy rządowi badają dziwny obiekt i dowiadują się, że jest to obcy statek kosmiczny, którego pozaziemscy mieszkańcy natychmiast zaczynają masakrować każdego napotkanego człowieka. Historia przedstawia z żywymi szczegółami całkowite zniszczenie, jakie to niesie , a miliony giną pod futurystyczną bronią obcych, gdy ci systematycznie zaczynają obalać miasta i rządy, dzięki którym Ziemia funkcjonuje. Opisuje zarówno fizyczną, jak i emocjonalną przemoc, jaką wyrządza to ludzkości, a liczne postacie opisują nie tylko ich żal z powodu utraty tak wielu rzeczy, ale także niemożność poradzenia sobie z niewiarygodnym okrucieństwem, jakim jest przejęcie naszej planety przez obcy gatunek... rodzaj horroru, który remake z 2005 roku całkowicie ignoruje.
Istnieje już cała krytyka powieści zrównana z mierną adaptacją Stevena Spielberga, a wielu autorów omawia niefortunną grę aktorską, która wypełnia tę cechę (nawet legendarny Tom Cruise nie był w stanie uratować tego zespołu). Jednak to, czego większość ludzi nie dostrzega w swojej krytyce to główny grzech filmu: skupienie się na jednej postaci. Oczywiście każda adaptacja tej historii ma bohatera, ale ta całkowicie osadza się w tej historii o stereotypowym bohaterze akcji walczącym w obronie swojej rodziny, a nie świata jako całości. I chociaż byłaby to inspirująca narracja dla każdego innego założenia, w tym przypadku całkowicie pomija globalny terror powieści Wellsa. Na szczęście jest to coś, co doskonale oddaje iteracja Haskina z 1953 roku.
„Wojna światów” to nie krótka historia
Statki obcych przelatujące nad zniszczonym polem w Wojnie Światów
Zdjęcie za pośrednictwem Paramount PicturesChociaż adaptacja Haskina pasuje do ogólnej historii przerażającej powieści Wellsa, zmienia pewne aspekty początkowych założeń. Jej przewodnim bohaterem jest dr Clayton Forrester ( Gene'a Barry'ego ), naukowca, którego powiązania z rządem amerykańskim dają widzom intymny wgląd w zniszczenie całego świata, nie tylko Ameryki, przez kosmitów. Film szokuje pod każdym względem , przełączając się między ogromnymi eksplozjami, gdy budynki walą się, a cichym horrorem rozpadu całych rodzin, aby pokazać, jak dużą kontrolę mają najeźdźcy nad wyrządzanymi przez siebie zniszczeniami. Nie dotyczy to nawet niesamowitego widoku samych kosmitów, z efektami specjalnymi, które radzą sobie o wiele lepiej niż większość horrorów tamtych czasów, przedstawiając ich jako oślizgłe stworzenia, których pozbawione emocji twarze podkreślają zimną obojętność ich globalnej masakry. Niezależnie od tego, czy chodzi o duże ataki, czy małe konfrontacje, film radzi sobie z każdym rodzajem strachu i jest to ekspertyza, którą wykorzystuje w szokująco realistycznym (i całkowicie niszczycielskim) przedstawieniu rzeczywistego przebiegu inwazji obcych.
Miniserial „Wojna światów” w zaskakujący sposób zmienia powieść H.G. Wellsa
Adaptacja BBC z 2019 r. oddaje głos tym, którzy byli niedostatecznie reprezentowani w sprawach karnych.
Posty 2 Przez Lloyd Farley 1 lutego 2025 rZ Dzień Niepodległości Do Bitwa: Los Angeles, istnieje niezliczona ilość historii o ziemskich bohaterach triumfujących nad złymi wrogami z kosmosu — Wojna światów to nie tego rodzaju historia. Początkowo ludzie mogą w to wierzyć; we wczesnych fragmentach filmu grupy ludzi na całej planecie opracowują nowe, pomysłowe sposoby walki. To rodzaj wysiłku, do którego widzowie są przyzwyczajeni, założenie, które film zmienia się przerażająco, gdy widzowie dowiadują się, że nic z tego nie wynika. Z military attacks Do aDomic bombs, nothing the humans do makes any difference, with viewers feeling a kind of grief-ridden desolation widząc ludzkość, którą zawsze postrzegają jako „bohaterów”, zawodzą na każdym kroku . Film coraz bardziej podkreśla ten horror, oddalając się od Claytona, aby pokazać, jak każdy kraj przegrywa z kosmitami, dziesiątkując wszelką nadzieję, jaką widzowie mogą mieć na to, że ich Ziemscy bracia odniosą sukces. Wzbudza to wszechobecny strach, który jest doskonale zwieńczony zakończeniem, w którym ludzie szczęśliwie dowiadują się, że kosmitów można pokonać… tylko po to, by naprawdę rozpoznać ich międzygwiezdną nieadekwatność w fakcie, że to nie będzie przez nich.
Nie przetrwalibyśmy „wojny światów”
Choć adaptacja Haskina Wojna światów to z pewnością najlepsza ekranizacja tej historii, co nie znaczy, że film jest doskonały. Mimo że w większości unika podstawowych tropów, czasami przedstawia Forrestera jako typowego „bohatera akcji”, a skupienie się na jego romansie z główną kobietą w dużym stopniu umniejsza opowiedzianą fabułę. A nawet gdyby tak nie było, prawie nie ma możliwości, aby jakakolwiek adaptacja mogła uchwycić mrożącą krew w żyłach esencję, którą tak dobrze ucieleśniała powieść Wellsa – ale to nie znaczy, że ta wersja nie jest bliska. Ponieważ tak, chociaż czasami się słabnie, nie można zaprzeczyć, że lata 1953 Wojna światów jako jedyny naprawdę uchwycił prawdziwy terror leżący u podstaw fabuły tej książki: ostatecznie nie ma gwarancji, że ludzkość zwycięży. Wymyka się zwyczajowym filmowym konwencjom, by ukazać tego rodzaju spustoszenie na skalę międzynarodową, przybierając niemal przekorny ton, pokazując widzom nie tylko realistyczne przykłady tego, jak te wydarzenia zdziesiątkują życie jednostek, ale także skazania całego świata na ten sam okrutny los. To rodzaj horroru, który jest niepojęty dla większości ludzi żyjących dzisiaj (a zwłaszcza tych żyjących w latach pięćdziesiątych), i dlatego nie ma wątpliwości, że Haskin Wojna światów to najlepsza adaptacja, jaką kiedykolwiek otrzymała ta historia.