To rzadkie dla Johna Carpentera film stał się hitem od razu. Filmy takie jak Rzecz , Atak na komisariat 13, I Oni żyją , wszystkie obecnie uważane za jedne z jego najlepszych dzieł, spotkały się z mieszanymi, a nawet całkowicie wrogimi reakcjami, kiedy ukazały się po raz pierwszy. Na szczęście bieg historii jest czymś cudownym i Carpenter jest obecnie słusznie uważany za jednego z najwybitniejszych reżyserów w gatunku horroru i science-fiction. Ale biorąc pod uwagę filmografię, w której zdecydowaną większość jego wpisów można uznać za kultową klasykę, nie jest zaskakujące, że niektórzy wciąż walczą o swoje miejsce w panteonie jego twórczości.
POWIĄZANE: Od „Starmana” do „ They Live”: filmy inne niż horrory Johna Carpentera, ranking
Obraz za pośrednictwem Kina New Line Przykładem jest W ustach szaleństwa , hołd złożony przez Carpentera w 1994 r H. P. Lovecrafta długą przystanią do mrożącego krew w żyłach świata Stephena Kinga . Film będący ostatnią częścią trylogii Carpentera Apocalypse Rzecz I Szatan , podąża za Johnem Trentem ( Sama Neilla ) jako śledczy zajmujący się ubezpieczeniami w poszukiwaniu zaginionego pisarza horrorów Suttera Cane'a ( Jürgena Prochnowa ). Towarzyszy redaktorka Cane’a, Linda Styles ( Julia Carmen ), para przybywa do tajemniczego miasteczka Hobb’s End w Nowej Anglii i szybko pogrąża się w przerażającym koszmarze zaginionych dzieci, oszalałych tłumów i stworzeń spoza samej Ziemi, a nagle powieści Cane’a znacznie bardziej przypominają fakty niż fikcję. Film otrzymał mieszane recenzje po premierze, krytycy ogólnie chwalili efekty specjalne i grę aktorską, ale krytykowali scenariusz jako zagmatwany, ale jeszcze przed końcem roku zaczął spotykać się z odwetem. Prestiżowy magazyn francuski Notatniki kinowe umieścił go na swojej corocznej liście 10 najlepszych filmów i podobnie jak w przypadku większości filmów Carpentera, wkrótce zyskał status kultowego ulubieńca wśród miłośników horrorów. Mimo to wciąż rzadko uznawany jest za jedno z najwspanialszych dzieł Carpentera, często w cieniu poprzednich filmów z Trylogii Apokalipsy. Wielka szkoda, bo W ustach szaleństwa jest nie tylko lepszy od obu, ale jest jednym z najlepszych przedstawień horroru Lovecrafta w kinie.
Jedną z największych umiejętności Carpentera jako filmowca, za którą nie jest się wystarczająco chwalonym, jest jego oszczędność. W wymaganym czasie Ari Aster powiedzieć Połowa lata , jego dramat rozstania przebrany za horror, Carpenter mógł napisać napisy końcowe do jednego filmu i dotrzeć do drugiego aktu następnego. Horrory mają tendencję do szukania strachu według najniższego wspólnego mianownika, filmy, które chcą poświęcić czas, nie są wcale złe, ale skuteczność, z jaką Carpenter konstruuje swoje filmy, jest godna podziwu i W ustach szaleństwa jest doskonałym przykładem. To film przepełniony pomysłami, przeskakujący od jednej myśli do drugiej, bez uczucia przytłaczania, a wszystko to zamknięte w ciasnym dziewięćdziesięciominutowym czasie trwania, który gwarantuje, że nie pozostanie poza oczekiwaniem.
Obraz za pośrednictwem Kina New Line Od samego początku widać umiejętności Carpentera. Podążając za Metallica -w stylu motywu otwierającego, który nie marnuje czasu na podniesienie poziomu adrenaliny, wskakujemy od razu do Trenta wrzuconego do szpitala psychiatrycznego, podczas gdy on wykrzykuje paranoiczne brednie, które nawet najbardziej obłąkane osoby uznałyby za szalone. Pomiędzy personelem szepczą szepty o bliżej nieokreślonej katastrofie, która dotknęła świat zewnętrzny, ale zostają one uciszone przez przybycie doktora Wrenna ( Davida Warnera ), który zamierza dowiedzieć się, jaka choroba dotknęła prostolinijnego wcześniej Johna Trenta. To początek wyrwany prosto z historii Lovecrafta, pierwszy z długiego szeregu hołdów dla autora horrorów, ale jest to także początek, który wciąga nawet najbardziej przypadkowych widzów. Minęło zaledwie pięć minut, a publiczność ma już całą stronę pytań wymagających odpowiedzi i już niedługo w notatniku będzie można zapełnić esej.
Nawet gdy film powraca do prostszych czasów, Carpenter gwarantuje, że widz nigdy nie zapomni tego, co ogląda. Jeden z najbardziej efektownych momentów filmu pojawia się na początku sceny, w której Trent i jego kolega jedzą lunch w kawiarni. Posiłek zostaje przerwany przez szalonego maniaka z toporem, który próbuje zabić Trenta, zanim zostanie zastrzelony przez policję. Ujęcie, na którym chwilę wcześniej przedziera się przez zatłoczoną ulicę, sfotografowane przez okno kawiarni, gdy Trent i jego przyjaciel pozostają w błogiej nieświadomości jego obecności, wywołuje dreszcze, ale jest to także moment, który doskonale nadaje ton temu światu. Ludzie wariują, na całym świecie dochodzi do przypadkowych aktów przemocy i wygląda na to, że za to wszystko odpowiedzialny jest Sutter Cane.
Obraz za pośrednictwem Kina New Line Książki Cane’a mają tendencję do bycia nieco przesadą dla jego czytelników o słabej woli, jak twierdzi dyrektor wydawnictwa Arcane Publishing, Jackson Harglow ( Charltona Hestona ) dumnie stwierdza podczas spotkania z Trentem. Rzeczywiście, człowiekiem, który kilka scen wcześniej próbował zabić Trenta, był nikt inny jak agent Cane’a, doprowadzony do szaleństwa po przeczytaniu niedokończonej wersji jego najnowszego dzieła (które, przypadkowo, nosi także tytuł W ustach szaleństwa ). To wszystko wydaje się trochę za dużo dla rozsądnego śledczego Sama Neilla, który jest przekonany, że cała sprawa to tylko skomplikowana kampania marketingowa i tej teorii trzyma się nawet po przybyciu do złowrogiego miasteczka Hobb’s End. Neill daje tutaj najbardziej niedoceniany występ w swojej karierze, płynnie przechodząc od pragmatycznego do psychotycznego, nie tracąc ani krzty wiarygodności. Kiedy nawet on zaczyna wierzyć w okropności dziejące się wokół niego, możesz być pewien, że publiczność też to zrobi.
Pomimo reputacji Carpentera jako mistrza horroru, rzadko zdarza się, aby któryś z jego filmów pojawiał się obok Egzorcysta Lub Masakra piłą łańcuchową w Teksasie jako jeden z najstraszniejszych w gatunku, ale nie bez powodu. Choć filmy Carpentera nie należą do najprzyjemniejszych, zdaje sobie sprawę, ile frajdy może nieść horror, rozkoszując się nieskazitelną radością oglądania stworzeń spoza naszego zrozumienia, siejących spustoszenie w świecie w sposób, który gwarantuje, że puls nigdy nie spadnie poniżej ponadprzeciętnego poziomu, ale też nie zapewni nieprzespanej nocy, kiedy już skończysz. To talent, o którym zapomniało wielu współczesnych reżyserów horrorów w wyścigu o nakręcenie najnowszego „najstraszniejszego filmu wszechczasów”, a który tutaj został w pełni ukazany. Hobb’s End to po prostu jedna z najwspanialszych scenerii horroru, nawiedzony park tematyczny pełen grozy, w którym za każdym rogiem czai się nowa, ekscytująca przejażdżka, a wszystko to pod przewodnictwem doświadczonego dyrygenta, który sprawia, że całe przedsięwzięcie wygląda na łatwe. Wszystko zapada w pamięć. Poznanie życzliwej starszej kobiety, która prowadzi hotel, to jedno, ale dowiedzenie się, co dzieje się między nią a jej mężem w piwnicy, to coś, czego żaden widz szybko nie zapomni. Jest to sceneria, która przywołuje obrazy Innsmouth lub Dunwich Lovecrafta, ale ma wystarczająco dużo wyjątkowego charakteru, abyś nigdy nie zapomniał, że to koszmar Carpentera.
Obraz za pośrednictwem Kina New Line Zanim Trent w końcu odnajduje Suttera Cane’a, trzymanego w kościele dominującym w panoramie miasta, jakby Hobb’s End był niczym więcej niż mrówką w cieniu słońca, jest tak samo szalony jak postać z jednej z jego książek. Co jest zabawne, ponieważ Trent jest postacią z książki Suttera Cane’a, tej samej powieści, która doprowadziła do szaleństwa jego agenta i której Trent szukał przez cały czas. Trent nie chce w to uwierzyć, ale wkrótce zaczynają pojawiać się pęknięcia i rozpęta się piekło. Ostatni akt filmu, atak dziwacznych obrazów i makabrycznych efektów praktycznych, wyrwanych wprost z filmu Rzecz , widzi, jak Carpenter wciska pedał gazu i rzuca w widza czymkolwiek. O ile poprzednie filmy Carpentera miały obowiązek pozostać w pewnym stopniu w realiach rzeczywistości, o tyle prezentowana tutaj metafikcja nie ma takich ograniczeń, a Carpenter wykorzystuje je w pełni.
Komentarz ukryty w całym filmie przywołuje obrazy klasyka Carpentera z 1988 roku Oni żyją , w którym zbadano, w jaki sposób środki masowego przekazu wpływają na społeczeństwo, aby dostosowało się do woli korporacji. W ustach szaleństwa kontynuuje ten temat, a dyrektor wydawniczy Hestona celowo podsyca obawy, że powieści Cane’a nie są bezpieczne dla niektórych czytelników ze względu na zysk, a szybka baza fanów Cane’a pochłania zatwierdzoną przez korporację propagandę, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Ale film stawia także pytania o relację między artystą a jego fanami. Czy artysta ma obowiązek tworzyć sztukę bezpieczną do publicznej konsumpcji, skoro jej negatywne skutki są tak dobrze udokumentowane, czy też jest odpowiedzialny tylko za swoją sztukę i swoją sztukę? Z drugiej strony, czy ludzie mogą bezpiecznie idealizować celebrytów, których nawet nie spotkali, jeśli nie leży im na sercu ich dobro? Carpenter stara się nigdy nie dopuścić, aby takie pytania przeszkadzały w zabawie przedstawianej przez Lovecrafta i Stephena Kinga, umieszczając je w dużej mierze w tle, aby nie rozpraszać widzów, którzy chcą po prostu bardziej emocjonalnych wrażeń, ale ich umieszczenie podnosi film ponad to, że jest po prostu kolejnym papkowatym horrorem, który istnieje wyłącznie po to, by straszyć, a następnie zostać natychmiast wyrzucony. Ostatecznie W ustach szaleństwa to przestroga przed ślepym przysięganiem lojalności czemuś (marce, firmie czy osobie) bez uprzedniego dokładnego zbadania sytuacji, narażając się na szkodliwe fantazje, które mogą mieć tragiczne konsekwencje. Film może nieco przesadził, aby udowodnić swoją rację, ale jest to lekcja, którą można zastosować do wielu rzeczy i która jest ważna dla ludzi.
W ostatniej scenie filmu John Trent, uwolniony od szpitala psychiatrycznego po tajemniczym zniknięciu wszystkich jego pracowników, błąka się ulicami opuszczonego miasta. Radia samochodowe nadają audycje o potworach przejmujących władzę nad światem, ale Trent nie zwraca na nie uwagi. Zamiast tego kieruje się prosto do kina. Dzisiejszy film pt W ustach szaleństwa , horror z 1994 roku w reżyserii Johna Carpentera, który wygląda strasznie podobnie do innego filmu o tym samym tytule. Kiedy Trent obserwuje siebie na dużym ekranie, przeżuwając popcorn, zaczyna się śmiać. I śmiać się, śmiać się i śmiać. To idealny obraz na zakończenie. W przypadku filmu, który jest po prostu jednym wielkim świętem horroru, zobaczenie, jak jego główna bohaterka śmieje się histerycznie z montażu jego najwspanialszych momentów, to jak powrót do bufetu na ostatnią rundę, zanim się zakończy. To także cudowne meta zakończenie i łatwo sobie wyobrazić, że sam John Carpenter zajmuje miejsce Sama Neilla i klepie się po plecach za dobrze wykonaną robotę. Jak na taki film, z pewnością na to zasłużył.