David Bowie i sam Ziggy Stardust niemalże pojawili się w tegorocznej kontynuacji Strażników Galaktyki.
Reżyser międzyplanetarnej sagi Marvela ujawnił, że zwrócił się do piosenkarza Space Oddity z prośbą o zagranie krótkiej roli w filmie. Niestety Bowie zmarł w styczniu 2016 roku, zanim prace mogły zostać ukończone. Teraz Gunn podał szczegóły tego, co mogło się wydarzyć.
„Byłoby to jak jeden z Ravagerów, razem z Michelle Yeoh i Ving Rhamesem, Sylvesterem Stallone i Michaelem Rosenbaumem, ale niestety zmarł David Bowie” – powiedział Gunn.
Oczywiście fani komiksów będą wiedzieć, że Ravagers byli interpretacją Gunna oryginalnego zespołu Strażników Galaktyki. Gunn nie ujawnił, jaką dokładnie postać miał zagrać Bowie, ale ciekawe, że w powyższym wyjaśnieniu pominął Miley Cyrus – która podkładała głos pod twarz robota Mainframe.
Ta wiadomość jest następstwem szczerej wiadomości Gunna na Facebooku po śmierci Bowiego w zeszłym roku. Gunn napisał: Bowie był moim idolem, wielkim i wszechobecnym. Niewielu artystów w jakiejkolwiek dziedzinie wywarło na mnie tak niezatarte wrażenie jak on.
Moim zdaniem Ziggy Stardust to prawdopodobnie najwspanialszy album rock and rollowy wszechczasów. W Guardians zaprezentowaliśmy „Moonage Daydream”, ale zawsze myślałem, że charakter albumu można odczuć znacznie dalej, w estetyce, w integralnym i pozornie naturalnym powiązaniu w kulturze popularnej rocka i opery kosmicznej z lat 70.